JAK SIĘ UCZYĆ, ABY SIĘ NAUCZYĆ?

Wiadomo, że języków obcych warto się uczyć… Tutaj można wymienić tysiące powodów,ale moje pytanie retoryczne brzmi, w jaki sposób się uczyć, aby się nauczyć.

Tutaj przedstawię historię z życia wziętą, na własnym przykładzie przeżytą, z którą wiele z Was na pewno się utożsami. W szkole podstawowej uczyłam się niemieckiego przez całe 8 lat. Nauka była nudna i nikomu niepotrzebna (przynajmniej tak wtedy myślałam). Oczywiście z niemieckiego pamiętam wielkie NIC, poza kilkoma opłakanymi zdaniami. W liceum miałam rosyjski, który opanowałam na poziomie dość dobrym, aby zdać z niego maturę. Co z tego. Zaraz potem jakikolwiek kontakt z tym językiem zaniknął i wiedza uleciała z mojej głowy.

Na studiach był angielski, którego uczyłam się z niekłamaną ochotą. Wzięłam również udział w organizowanym przez UE darmowym, rocznym kursie angielskiego. Ale podobnie – spotkania odbywały się co 2 tygodnie, nauka była sucha, nie miałam czasu (ani chęci) na powtórki w domu i w całego przedsięwzięcia mój angielski zatrzymał się na poziomie podstawowym.

Aż pewnego dnia przeprowadziłam się do Anglii, do Oksfordu, mekki studentów. Takie posunięcie, mimo że drastyczne, uważam za najlepszy i najefektywniejszy sposób nauki języka obcego. Bo o ile byłam w stanie coś z siebie wydukać, tak zrozumienie szybkiej mowy Anglików lub innych narodowości, mówiących po angielsku graniczył z cudem. Wtedy też zrozumiałam, że polski akcent mojego polskiego nauczyciela, który zawsze mówił do mnie powoli i wyraźnie, był totalnie bez sensu. Nikt do nikogo nie mówi w taki sposób w realu!

Zacisnęłam usta, zaopatrzyłam się w książki i zabrałam się do nauki. Przerabiałam gramatykę, pisałam wypracowania i czytałam codzienne gazety, potem czasopisma, aż w końcu książki. Najlepsze w tym wszystkim było to, że wychodząc z domu, chcąc nie chcąc, byłam otoczona językiem, który bombardował mnie ze wszystkich stron. Kiedy tylko miałam możliwość, chodziłam do muzeów, aby porozmawiać z kustoszami, w autobusach podsłuchiwałam rozmowy, starałam się rozmawiać w sklepach i oczywiście w pracy, tutaj nie było zmiłuj się. Zapisywałam nowe słowa i zwroty. Oczywiście popełniałam mnóstwo błędów, ale nie bałam się poprosić o to, aby ktoś mnie poprawiał, wręcz byłam za to wdzięczna. Dodatkowym bodźcem do ciężkiej pracy było to, że nagle poczułam się, jak małe dziecko, które nie jest w stanie wyartykułować tego, co chce powiedzieć. Czułam się źle z tym, że poziom mojego angielskiego był na poziomie „kali jeść, kali pić”. Mocno wpływało to na moje samopoczucie, ale też motywowało do nauki. W ten jakże naturalny sposób opanowałam angielski na bardzo wysokim poziomie i dziś jest dla mnie często łatwiejszy niż polski.

Kilka lat temu wpadłam na pomysł nauki języka francuskiego, głównie ze względu na to, że kocham (mąż też) Alpy, francuską kuchnię i pogodę, i jeżdżę tam dość często. Podczas pierwszych pobytów w dolinie Chamonix czułam się dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy przeniosłam się do Anglii. Wtedy sobie postanowiłam, że, choćby skały srały, to nauczę się francuskiego. A najbardziej, czego chciałam, to czuć się komfortowo podczas rozmów z rodowitymi Francuzami. Tym razem podeszłam do nauki bardziej sensownie. Tutaj kłania się andragogika, która zajmuje się kształceniem dorosłych. Jednym z głównych jej punktów jest to, że uczę się, bo ja sama tego chcę. Nie robię tego, bo ktoś mnie zmusza, nie robię tego dla nauczycieli, ale dla mnie samej.

Przez pierwsze 2 lata uczyłam się języka sama. Słuchałam piosenek i dialogów dla dzieci. Wiem, że brzmi to totalnie głupio, ale były to proste rymowanki lub dialogi, dzięki którym mogłam osłuchać się z językiem. Robiłam mapy słów dotyczące konkretnych obszarów życia. Uczyłam się dni tygodnia, cyfr, odmiany czasowników etc. Miałam ogrom motywacji w sobie do tego – robiłam coś, co mnie niesamowicie jarało!

Przeżyłam też dwa momenty załamania związane z nauką w domu. Pierwszy, kiedy zapisałam się na tygodniowy kurs francuskiego w Chamonix. Uświadomiłam sobie, że co z tego, że znam dość sporo słów, skoro nie potrafię ich w żaden sposób użyć! A drugi, kiedy moja motywacja zostawała osłabiona przez nadmiar pracy, zmęczenie, szarą rzeczywistość i okazywało się, że nie mam w sobie na tyle siły, aby się nakręcać.

W 2014 roku postanowiłam spróbować nauki z native speakerem i to okazał się być moment zwrotny w mojej karierze. Dziś jestem po egzaminie DELF B1 i przygotowuję się do kolejnego poziomu BELF B2.

Zaraz potem postawiłam sobie cele: 1. rozmawiam po francusku luźno i bezstresowo, 2. w przyszłości przeprowadzam się do Francji. Oczywiście, każdy może mieć swój własny cel – praca, wakacje, chęć zostania poliglotą. Im bardziej oczywisty, tym lepszy.

Przez ten cały czas towarzyszy mi „Biblia Zygmunta Broniarka”, pierwszego polskiego poligloty. Może niektóre punkty wydają się być nieczasowe, ale większość z nich jest absolutnie czasowa 😀

Wnioski, które ja wyciągnęłam przez te kilka dobrych lat nauki:

  1. Ustal sobie CEL, który jest ważny dla Ciebie. Może to być chęć zostania poliglotą, umiejętność oglądania filmów bez lektora czy napisów, nowa praca, a może po prostu wakacje.
  2. Bądź SYSTEMATYCZNA. „Repetitio mater studiorum est” – powtarzanie jest matką nauk. Ciężko Ci znaleźć czas na naukę? Może to być tylko 15 minut dziennie. Lepsze to niż godzina raz w tygodniu. Poza tym jazda autobusem, tramwajem czy metrem są idealnym momentem na naukę! Bądź kreatywna!
  3. Co zabija skuteczną naukę? Nuda! RÓŻNORODNOŚĆ. Rób wszystko, co tylko przyjdzie Ci do głowy. Najlepiej zamiennie skupiaj się na słuchaniu, pisaniu, czytaniu i mówieniu. Przykład zasady różnorodności: pierwszego dnia przerabiasz ciekawy artykuł, drugiego oglądasz krótkie filmiki na youtube z napisami. Trzeciego piszesz tekst na temat swojego hobby, a czwartego spotykasz się ze swoim native speakerem i mówisz, ile tylko możesz. Brzmi super, co nie?
  4. ŻYJ W HARMONII. Jak wszystko w życiu, nauka też musi mieć balans. To Ci się spodoba! Tylko 30% Twojego czasu przeznaczonego na naukę języka powinno sensu-stricte być siedzeniem i kuciem: gramatyka, fonetyka, słownictwo, etc. A aż 70% to rekreacja! Czyli uczysz się, czego chcesz, jak chcesz i kiedy chcesz (codziennie oczywiście!).

Jak działa to u mnie:

Raz w tygodniu spotykam się z moim native speakerem, głównie na mówienie. Planując tydzień, każdego dnia wpisuję, co będę robić w związku z francuskim. Codziennie używam programu Anki (www.apps.ankiweb.net) i powtarzam słówka, na facebooku śledzę dwie strony, które codziennie dostarczają mi nowego słownictwa, zwrotów czy idiomów. Ze względu na to, że jestem miłośnikiem sportów outdoorowych, śledzę strony związane z tą tematyką. Codziennie staram się przeczytać (na głos) jeden artykuł związany z moimi zainteresowaniami i wyłapuję nowe słowa. Raz w tygodniu nagrywam taki artykuł i przesyłam mojemu nauczycielowi. Kilka razy w tygodniu staram się obejrzeć filmiki na youtubie, najlepsze są TedTalk, bo są z oryginalnymi, ręcznie pisanymi napisami, ale oglądam też programy kulinarne, rozwojowe, podróżnicze. Oczywiście, staram się zrozumieć jak najwięcej, ale głównie chodzi o osłuchiwanie się. Piszę wypracowanie na interesujący mnie temat, który omawiam potem z moim native speakerem. Raz na dwa tygodnie oglądam film z francuskimi napisami. Co dwa tygodnie (mniej więcej, zależy od pracy) chodzę na meet-up dla osób mówiących po francusku. Jeśli jadę na wakacje, zawsze zabieram ze sobą wydrukowane artykuły, piszę pamiętnik. Będąc we Francji, kupuję zwykłe, codzienne gazety, które przerabiam jeszcze miesiąc po dacie – są idealnym źródłem codziennego słownictwa!

Możliwości jest mnóstwo. Wystarczy tylko chcieć!

Czasem oglądam wiadomości, ale są dla mnie zbyt nudne i przytłaczające. Jeśli nie mogę się skupić w domu, idę do biblioteki miejskiej lub kawiarni. Staram się wykorzystać każdą możliwą sposobność na kontakt z językiem.


SABINA WIECZOREK

Pielęgniarka w pełnym wymiarze godzin totalnie zakochana w Alpach i języku francuskim. Niesamowicie ciekawa świata. Uwielbia przekraczać swoje strefy komfortu, dlatego zdobywa szczyty na całym świecie, jeździ rowerem, biega maratony i ultra, pokonuje najtrudniejszy górski szlak GR20 na Korsyce w 10 dni… A w tym wszystkim znajduje czas na motywowanie innych do aktywności ruchowej, remont domu i dbanie o swoje wewnętrzne ja.

Sabinę znajdziesz na stronach:

www.facebook.com/wieczorek.team

www.wieczorek-team.com

1 thought on “JAK SIĘ UCZYĆ, ABY SIĘ NAUCZYĆ?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *