DOM PRZEZ DUŻE D – DOM W HARMONII

Od dziecka marzyłam o małym domku gdzieś na wsi, nieopodal dużego miasta, z ogródkiem, z ciszą, ze śpiewem ptaków. Takiej namacalnej harmonii w swoim życiu pragnęłam od dawien dawna. Być może dlatego, że pierwsze dziewięć lat swojego życia spędziłam na wsi, a moje dzieciństwo z tamtego okresu wspominam jako nieustanny kontakt z naturą. O poranku budził mnie kogut, w ciągu dnia wsłuchiwałam się w porykiwania krów za oknem pokoju, wylegujące się na zielonych łąkach, które mogłam podziwiać i na których się bawiłam. Biegałam za kurami, doiłam krowy, uciekałam przed indykiem, który rościł sobie prawa do podwórka. Mieszkałam na terenie gospodarstwa sołtysa, w małym mieszkanku, które składało się z pokoju, kuchni i małej komórki, w której mama trzymała robione przez siebie przetwory.

Kiedy miałam dziewięć lat i byłam w drugiej klasie szkoły podstawowej, przeprowadziliśmy się do dużo większego mieszkania, do Wrocławia. Wszędzie wokół otaczały nas olbrzymie, jak dla mnie w takim okresie, budynki, jeździły auta, które na wiosce widywałam rzadko, wszędzie było ciasto i głośno. Miałam wrażenie, że wszystko jest zakurzone. Zamieszkałam przy ruchliwej ulicy, wylotówce za miasto, a kiedy, mając dwanaście lat moja najmłodsza siostra, która urodziła się już we Wrocławiu, poszła do przedszkola, a moja mama zatrudniła się w nowej pracy, musiałam ją pokonywać często dwa razy dziennie. Pierwszy raz, kiedy idąc do własnej szkoły, odprowadzałam trzylatkę do przedszkola, a drugi raz, kiedy wracałam ze szkoły i szłam po siostrę, aby zabrać ją do domu. Moja mama pracowała codziennie do 16:00 i nie miała jak odebrać siostry. Dwanaście lat wydawało się wiekiem, kiedy można powierzyć odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo.

Mnie to nie było na rękę. Miałam poczucie, że zamieniam się w mamę, a chciałam zajmować swoimi sprawami, pisaniem książek, pamiętnika, czytaniem i innymi tylko moimi kwestiami. Odbieranie siostry z przedszkola albo gotowanie obiadów dla całej rodziny nie było tym, o czym marzyłam.

Tęskniłam za naturą, tęskniłam za swobodą, za śpiewem ptaków…

Kiedy byłam na studiach, moi rodzice kupili mieszkanie, coś w tylu spółdzielczego, za grosze. Nowe mieszkanko, 44 metry kwadratowe. I ja tam zamieszkałam. Mieszkanie znajdowało się na obrzeżach Wrocławia, uciekłam więc z centrum i na nowo zaczęły mnie budzić ptaki, głośno dyskutujące w pobliskich krzewach i gałęziach drzew od samego rana. Jestem typem, który wstaje wcześnie i wcześnie kładzie się spać, więc pobudki o 5 rano zupełnie mnie nie przerażały. Cieszyłam się tym mieszkaniem, ale czynsze rosnące dwa razy w roku coraz bardziej zabijały moją radość. Podwyżek w pracy brak, więc coraz mniej pieniędzy mi zostawało na życie. Większa ilość samochodów i domostw wokół sprawiała, że znowu poczułam mocną potrzebę kontaktu z naturą. I wtedy razem z mężem (wtedy jeszcze narzeczonym), zaczęliśmy szukać domku za Wrocławiem.

Wymarzyłam sobie konkretny dom, z salonem połączonym z kuchnią, abym mogła rozmawiać z bliskimi podczas gotowania, które uwielbiałam. Chciałam mieć możliwość wyjścia na taras i widok na cudowną zieleń, drzewa, ogólnie naturę. Jednocześnie nie chciałam mieszkać na odludziu, bo zbyt mocno lubię ludzi, aby pozbyć się ich z własnego otoczenia. Mój dom pojawił się w końcu na mojej pierwszej mapie marzeń, 3 lata po naszym ślubie, bo nie mogliśmy znaleźć nic, co sprawiłoby, że serce zabiłoby nam szybciej.

Po tym, jak umieściłam dom w każdym niemal polu mojej Mapy Marzeń Mapy Celów, w ciągu kilku miesięcy znalazłam nasz wymarzony dom, w którym dziś czuję się, jakby to miejsce zostało stworzone specjalnie dla mnie. Mały, przytulny, a jednocześnie tak rozplanowany, że na wszystko jest miejsce. Z tarasu widzę połacie pól i łąk, a w oddali las. Na górze z jednego z pokoi zrobiłam sobie własny gabinet i studio fotograficzne. Z tego pokoju widok także roztacza się na to samo, co widzę z tarasu. Mój syn ma własny pokój, mój mąż własny gabinet (pracuje w domu). Mam wymarzoną kuchnię otwartą na salon, taką, jaką sama sobie zaprojektowałam i dałam tylko zlecenie stolarzowi, aby ją wykonał. Rano budzą mnie trele ptaków albo specyficzne porykiwanie bażantów, po ogrodzie czasem skacze żabka, moje dziecko biega po ogrodzie i bawi się wodą i ziemią (lub piaskiem), sadzi ze mną krzewy albo sieje warzywka. Korzysta z natury. Zbiera ślimaki i dżdżownice, jak robiłam to ja dawno temu. Sika pod choinką, biega na bosaka, choć bywa, że w tym czasie inne dzieci w okolicy noszą czapki i pełne buty.  Mam wszystko to, co chciałam.

Dlaczego Ci o tym wszystkim piszę? Bo marzenia to nie wszystko. Mimo że bardzo pragnęłam domu, od zawsze miałam pewną przypadłość – lubię otaczać się rzeczami. Kiedy dzieliłam pokój z siostrą po przeprowadzce do Wrocławia, miałam tych rzeczy stosunkowo mało. Po przejściu „na swoje” do własnego mieszkania, przez pierwsze miesiące mieszkanie było prawie puste. Ale w ciągu roku tych rzeczy zrobiło się bardzo dużo. Później wprowadził się do tego mieszkania mój mąż, wtedy jako mój narzeczony, i przywiózł swoje rzeczy. Zrobiło się ich dwa razy więcej. A potem urodził się nam syn, a wiadomo, że gdzieś trzeba było zmieścić jego łóżeczko i rzeczy tylko dla niego. Zrobiło się bardzo, bardzo ciasno. I kiedy znalazłam dom, wydawało się, że teraz będzie już dobrze. Niestety, nie było. Popełniłam podstawowy błąd przy przeprowadzkach – niemal wszystko z naszego mieszkania zostało przewiezione do naszego nowego domu.

Zmiana zaczyna się w głowie, nie na zewnątrz. Twoje przekonania na temat wszystkiego, co Cię otacza, tak bardzo wpływają na Twoje życie, że śmiało mogę powiedzieć, że to one Tobą kierują. Ale ponieważ pojawiły się w którymś momencie, to równie dobrze te niekorzystne mogą odejść, pozwalając Ci na piękne zmiany w Twoim życiu. Ja ze swoimi przekonaniami cały czas pracuję. każdy kolejny rok to dla mnie następna zmiana – ku lepszemu. Duża ilość rzeczy, które są mi potrzebne (najlepiej, aby były pod ręką), wprowadza jedynie nieład i chaos, zamiast harmonii. tego nauczyłam się w ciągu ostatnich lat. A okazuje się, że 70% rzeczy, trzymanych w domu, w ogóle nie używałam… Kiedy wyjeżdżaliśmy na kilkutygodniowy urlop, okazywało się, że obywam się bez mnóstwa przedmiotów i nawet mi ich nie brakuje! Dało mi to sporo do myślenia.

Życie w nowym miejscu zaczęliśmy od segregowania przedmiotów. Mieszkamy w domu od końca 2015 roku, a do tej pory wyrzuciłam, oddałam, sprzedałam kilkadziesiąt worków rzeczy, których nie potrzebujemy. Nasz syn rośnie, zużywają się ubrania czy buty, więc cały czas należy kontrolować to, co posiadamy. Przez te lata mieszkania w domu, w którym czuję, że to jest moje miejsce na ziemi, sprzątam i odgracam, zamiast cieszyć się nim w stu procentach. I gdybym miała dać jedną najważniejszą radę osobom, które się przeprowadzają, powiedziałabym:

„Zabierz ze sobą tylko to, czego naprawdę potrzebujesz.”

Kurs, który rusza 8 kwietnia, jest efektem mojej pracy. Wciąż udoskonalam swój warsztat działań, więc też z każdym rokiem kurs ten będzie doskonalszy, ponieważ jednak jest praktycznie cały czas w fazie udoskonalania, jego cena jest taka niska. W tym kursie poruszam kwestie wprowadzania minimalizmu do domu, którego często nam brakuje, bo zdecydowana większość ludzi lubi otaczać się przedmiotami. Poruszam kwestie dotyczące organizacji sprzątania takiego, aby się nie narobić, ale aby było widać efekty. Wprowadzam naturę do domu, a pozbywam chemii. Uczę planowania wydatków i panowania nad własnym budżetem domowym, tak, jak ja to robię. Wprowadzamy do domu nutę harmonii, aby czuć, że dom do miejsce, do którego ZAWSZE wraca się z ogromną tęsknotą.

Kurs będzie realizowany w grupie, ale materiały będą dostarczane przez maila. W grupie przeznaczonej tylko dla kursantów odbywać się będą dyskusje. Najważniejsze jest to i jest to największa wartość grupy, że możemy siebie nawzajem inspirować do działania. Im więcej osób w grupie, tym większa wartość dodana kursu.

Jeśli chcesz zapisać się na kurs, masz na to ostatni tydzień – w piątek zamykam zapisy, a w poniedziałek za tydzień ruszamy z działaniem. Kliknij poniższy link i zapisz się się na kurs, a potem zaproś swoje koleżanki, aby i one wprowadziły do swoich domów harmonię.

 

 

 


Lubisz już naszą stronę? Polub i korzystaj z darmowych wyzwań z nagrodami oraz mnóstwa inspiracji na temat rozwoju osobistego, zdrowia, skutecznego działania oraz organizacji.

 

Uściski!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *