O oswajaniu smutku

Dzisiejszy tekst będzie bardziej osobisty. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Myślę, że nie można życia rozpatrywać w kategoriach dobra i zła. To za mało, za ogólnie. To upraszczanie tego, co nas kształtuje, co w ogóle czyni nas ludźmi. Kiedy patrzę na życie dzisiaj – z perspektywy kobiety 45+, to uświadamiam sobie, jakie zmiany zaszły w moim życiu. Do pewnego momentu siłę dawało mi bycie matką, ale teraz moje dzieci stały się dorosłe i prawie dorosłe. Żyją swoim życiem. Musiałam nauczyć się doświadczać życia w inny sposób, niż poprzez bycie matką. W moim życiu pojawił się ktoś, kto nie wpędzał mnie w kompleksy, nie skupiał się na moich wadach, lecz dostrzegał we mnie to, co dobre, czułe, wrażliwe i delikatne. Ktoś, komu zależało, bym oddychała, żyła, czuła. Dzięki niemu nauczyłam się nie skupiać na tym, czego już nie mam, czego być może nigdy mieć nie będę. Pomógł mi dostrzegać to, co mam i mogę mieć. Ból wciąż mi towarzyszy, ale jestem szczęśliwa. Wątpliwości rozsiewane przez ludzi, przez doświadczenia pojawiają się nieproszone w najmniej spodziewanych momentach. Wciąż czasami płaczę, jednak nie uciekam już od przeżywania smutku, bólu czy cierpienia. Bo trzeba cierpieć, kiedy odchodzą Ci, których kochamy. Trzeba smucić się, kiedy spotykamy się z przejawami niesprawiedliwości.

Jest taka piękna Bajka o smutku i radości z cyklu: Bajki niekoniecznie dla dzieci, której autorką jest Małgosia Dawid – Mróz. Uznałam, że jej tekst musi znaleźć się w tym miejscu.

Bajka o smutku i radości

Rodzi się pod przymkniętymi powiekami, w zaplątanych ciasno włosach, w szary dzień. Jest stary, zmęczony, sterany dniami bez słońca i ostrym, więdnącym o zmierzchu wiatrem. Chodzi pochylony, jakby ciężkie myśli przygniatały go do ziemi. Z trudem stawia stopy, krok za krokiem, jakby grawitacja była dla niego ciężarem ponad siły. Wlecze za sobą, jak smętny orszak: rozczarowania, tęsknoty, razy, ciężkie rany niekochania, nieprzespane noce, zmarznięte poranki, wyświechtane nadzieje. Kiedy dochodzi do drogi na rozstajach spotyka JĄ.

Ona ma jasne, wesołe oczy i na sznurku, jak dziecko zabawkę, prowadzi ciepłe, zawsze dobre słońce. Otwiera szeroko ramiona i bierze go w opiekę. Tuli i dba o niego, jak o niemowlę. Ogrzewa i leczy. Pociesza, czesze jego włosy.

Idą dalej razem: ona, niezniszczalna i witalna RADOŚĆ i on obłaskawiony i uciszony SMUTEK. Słońce świeci, dni się toczą: zawsze razem. Jak życie i śmierć, jak nadzieja i rozpacz.

Kiedy spotkasz ich kiedyś, ukłoń się im z wdzięcznością. Nie szarp za ręce, nie rozdzielaj. Jedno nie znaczy nic bez drugiego.

Trzeba przeżyć uzasadniony smutek. Trzeba przeżyć ból. Ale przeżyć ból, to nie znaczy trwać w nim, pielęgnować go, podsycać go w sobie i innych. Wciąż wracają chwile, gdy słyszę trzask pękającego serca, mojego serca. Chwile, gdy zatracam się w rozpaczy, zanoszę się od płaczu, wyję z bólu, ale już nie jestem z tym sama. Nie wstydzę się tego, że boli. Nie wstydzę się tego, że czasami rozpadam się na kawałki. Akceptuję swój ból. Tulę go, ogrzewam i pocieszam.

Kilka pomocnych wskazówek:

  1. Skup się na tym, nad czym masz kontrolę. Czy na przykład, mimo braku pełnej kontroli nad swoim stanem zdrowia, nie mogłabyś ćwiczyć, zdrowo się odżywiać i należycie wypoczywać?
  2. Określ, co chciałabyś w życiu osiągnąć. Podziel swój cel na zadania cząstkowe. Każdego dnia spróbuj poświęcić chociaż trochę czasu na ich realizację.
  3. Wykonuj czynności, nawet drobne, które dają Ci poczucie kontroli. Zetrzyj stół w kuchni i umyj naczynia. Ładnie się ubierz.
  4. Najważniejszymi rzeczami zajmuj się z samego rana.
  5. Dostrzegaj, co ewentualnie zyskujesz. Może nabywasz coraz większej wprawy w radzeniu sobie z trudnościami?

 

Co prawda, pewnych rzeczy nie możesz cofnąć, jednak to od ciebie zależy, jak na nie zareagujesz. Uczę się nie brać do siebie kąśliwych uwag otoczenia. Dziś wiem, że mogę inaczej i wiem, jak. Po tak wielu latach zmęczenia i emocjonalnego wyniszczenia, nie tracę tej odrobinki nadziei, na bycie znów mamą (już dorosłych dzieci) i babcią. W oczekiwaniu na tę chwilę uważnie doświadczam dobrego spełnionego życia. Nie wstydzę się szczęścia.


KATARZYNA JĘDRYS-SIUDA

Jest psychologiem, pedagogiem, psychotraumatologiem, terapeutą TPT (Time Perspiective Therapy) Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, pracownik akademicki gdańskich uczelni. Pisarka i felietonistka. Autorka blogów, opracowań naukowych oraz takich książek jak: „Osłodzić cierpkość myśli” („How to sweeten bitter thought”), „W życiu piękne są tylko chwile”, „Zapach pomarańczy. Z pamiętnika neurotyczki”, „Ogarniacz codzienności”, „Planer w rytmie slow” i wielu innych. Współautorka opracowania “Aktualne problemy pedagogiczne. Konteksty i wyzwania”. Marzy, podróżuje i pisze.

Kasię znajdziesz na stronach:

BLOG – www.pisanieprzykawie.home.blog

BLOG – www.manufakturaslowablog.wordpress.com

KSIĄŻKI – https://pisanieprzykawie.home.blog/publikacje

NARZĘDZIA ROZWOJOWE:

Dziennik Przetrwania

Planner w rytmie slow

Ogarniacz codzienności

1 thought on “O oswajaniu smutku”

  1. To bardzo ważne, aby umieć poradzić sobie z emocjami w tak trudnej chwili. Oswajać ból trzeba się nauczyć, a i tak potrafi nas zaskoczyć czasem jego intensywność. Czas na pewno leczy rany, z każdym dniem łatwiej nam ten ból oswajać. Dziękuję Ci za Twój post. <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *