NIE MUSZĘ BYĆ DOSKONAŁA – CZYLI JAK UWOLNIŁAM SIĘ Z TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU. | ROZWÓJ

Zakończyłam ten toksyczny związek, ale po długich męczarniach. Tkwiłam w nim długo, choć czułam całą sobą, że to nie jest to… Że już dawno powinnam zakończyć tę relację… Tylko że nie miałam wystarczająco dużo siły, aby to przerwać. Za dużo wspólnych elementów, za bardzo byłam uzależniona…

Co dostawałam w zamiar? Wymagania… Brak zrozumienia… Poczucie, jak niewiele jestem warta… Znasz to? Może i Ty czujesz się teraz tak…? Każdego dnia, w każdej chwili musiałam być doskonała, dopasowana. Nie było w tym prawdziwej mnie, z moimi wadami i niedociągnięciami, z moimi brakami w kwestii wyglądu, z moimi brakami wiedzy czy umiejętności. każdego dnia stawiana byłam przed dylematem – co zrobić, aby on był zadowolony..


A potem poznałam mojego męża, który pomógł mi wyjść z tego przeklętego związku z nim, panem Perfekcyjnym. Pan Perfekcyjny nie chciał odpuścić. Trzymał mnie mocno, kusił, podszeptywał, że nie będąc z nim nigdy nie będę doskonała, że tylko on może mi to dać. Że tylko dzięki niemu mogę cokolwiek osiągnąć.

Wierzyłam mu tak długo… Ufałam, że idąc jego perfekcyjną ścieżką będę w stanie osiągnąć to, czego pragnęłam najbardziej – szczęścia. Ale ono jakby cały czas mi umykało.

„Bo nie jesteś doskonała”, powtarzał mi Pan Perfekcyjny. A ja mu wierzyłam.

Ściskał moją dłoń, kiedy próbowałam zrobić coś niedoskonale, i dawał znak, że nie tędy droga. Byłam zamknięta w jego perfekcyjnym świecie, uczyłam się perfekcji w działaniu, myśleniu, w tym, jak wyglądałam.

Tak bardzo chciałam być perfekcyjnie piękna, że wpadłam w bulimię. Bulimia nie pomagała na rosnące piersi, więc je obwiązywałam bandażem elastycznym. Nie chciałam być kobietą.

„Kobieta ma w życiu źle”, mówił Pan Perfekcyjny. A ja mu wierzyłam.

Ukrywałam więc swoją kobiecość. Przestałam w końcu jeść wierząc, że to pomoże mi przestać stawać się kobietą. Nie pomogło. Stałam się natomiast całkowicie nieperfekcyjna, a on nie mógł tego znieść.

Szukałam siebie w jego odbiciu i nie potrafiłam się tam odnaleźć. Patrzyłam na siebie w lustrze i choć nosiłam rozmiar 36, to widziałam w sobie grubaskę. Byłam taka nieperfekcyjna…

Potrzebowałam czegoś więcej, niż perfekcyjnego wyglądu, żeby poczuć się ze sobą dobrze. Sobą taką, jaką sobie wymarzyłam, a która była poza światem Perfekcyjnego Pana. Była całkiem poza moim zasięgiem, bo nie miałam kontaktu z tym najważniejszym elementem swojego istnienia. Z sobą samą, ze swoją duszą. Moja wartość była odbiciem tego, co widziałam w oczach innych osób.

On, Pan Perfekcyjny, widział we mnie zawsze niedoskonałość. Niedostatecznie ładna, niedostatecznie szczupła, niedostatecznie inteligentna, niedostatecznie warta uwagi…

Całe życie próbowałam być taka, jaką on chciał mnie widzieć. Całe życie próbowałam, ale nigdy mi się nie udawało… Był taki okres, kiedy czułam, że jestem już blisko, bo w tamtych oczach widziałam swoje odbicie piękne i pełne rumieńców. Nasze dusze się dotykały i czerpały od siebie nawzajem. Ale trwało to zaledwie parę miesięcy – za krótko, żeby uwolniły mnie od Pana Perfekcyjnego. Kiedy nasze dusze oddaliły się od siebie, Pan Perfekcyjny na nowo zajął swoje należne mu wg niego miejsce.

„Nie jesteś wystarczająco doskonała. Dlatego cię zostawił”, szeptał mi do ucha Pan Perfekcyjny, a ja zalewałam się kolejnymi łzami. I mu wierzyłam…

Ale właśnie wtedy, w tamtym okresie, dzięki energii z duszy tej drugiej osoby, zakiełkowało w mojej coś nowego. Pan Perfekcyjny nie był tego świadom, bo skrupulatnie to ukrywałam. Pielęgnowałam w sobie to ziarenko wartości, jakie otrzymałam i podlewałam, kiedy tego potrzebowało.

Dzisiaj wiem, że zetknięcie z tamtą duszą było dla mnie darem. Dzięki temu wiele zrozumiałam na temat siebie samej, na temat swojego podejścia do siebie i świata, jaki mnie otaczał. I zrozumiałam, że Pan Perfekcyjny za bardzo zadomowił się w moim życiu.

Właśnie wtedy podjęłam ostateczną decyzję, że pozbędę się go z mojego życia. Ponieważ wciąż chodził za mną, jak cień, nie było to łatwe. Ukrywałam się, robiłam maleńkie kroczki, ale robiłam je codziennie. Nie zauważał tego, nieświadomy, co się dzieje. Chełpił się swoją wygraną, kiedy spotykałam kolejne osoby, które próbowały mi udowodnić, że rzeczywiście nie jestem i nigdy nie będę doskonała.

Lecz dzięki temu, że cały czas, powoli, ale sukcesywnie wchodziłam po schodach własnego poczucia wartości, coraz mniej mnie to obchodziło.

Nigdy nie będę doskonała i bardzo się z tego cieszę – doskonała w mniemaniu społeczeństwa. Doskonałość ta wciąż się zmienia. Rubens uznałby wiele kobiet za doskonałe, a współcześni projektanci nawet by na nie nie spojrzeli. Gdzie tu jakiekolwiek zgranie?

Zdałam sobie sprawę, że czegoś takiego, jak doskonałość uniwersalna nie istnieje.

Jestem doskonała taka, jaka jestem. Z piegami na nosie, z nadmiernymi kilogramami, z brakiem wiedzy politycznej, brakiem umiejętności pieczenia doskonałych ciast. Jestem sobą i za to kocham siebie najbardziej. Nie muszę być doskonała w sposób, w jaki lansują doskonałość media. I dzięki tej wiedzy czuję się naprawdę wolna.

Robiąc krok po kroku w kierunku pokochania siebie, zdałam sobie w końcu sprawę, że Pan Perfekcyjny powoli zostaje w tyle. Kiedy spotkałam swojego męża, jego energia i bezpośredniość sprawiły, że Pan Perfekcyjny zaczął się kurczyć coraz bardziej, a ja mogłam wspiąć się wyżej.

A teraz pomyśl – czy Ty przypadkiem nie jesteś w stałym związku ze swoim Panem Perfekcyjnym?

Czy zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie osiągniesz doskonałości uniwersalnej, bo ona wciąż się zmienia?

Czy jesteś w stanie uwierzyć, że jesteś doskonała taka, jaka jesteś?

Ostatnio, biorąc prysznic i myjąc całe swoje ciało, zdałam sobie sprawę, że nigdy nie chciałabym być w innym, że kocham je tak mocno, jak tylko można. I doceniam, że dało radę przetrwać to, co mu zafundowałam. Restrykcyjne diety, leki mocno przeczyszczające i odwadniające, przez co wypadła mi połowa włosów. Głodówki i okresy objadania się… Ciąża oraz poród też zostawiły po sobie ślad… Mogłoby się na mnie obrazić. A ono cały mi służy. Jest ze mną. Taką niedoskonałą, a jednocześnie tak bardzo doskonałą…


CHCESZ WZIĄĆ UDZIAŁ W BEZPŁATNYM WYZWANIU?
ZACZYNAMY W PONIEDZIAŁEK

4 thoughts on “NIE MUSZĘ BYĆ DOSKONAŁA – CZYLI JAK UWOLNIŁAM SIĘ Z TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU. | ROZWÓJ”

  1. Kurczę… właśnie zdałam sobie sprawę, że mam z tym problem… Smutne, choć myślę sobie, że to dobrze, że już wiem…

    1. Marta, często tak bywa, że dopiero stojąc z boku widzimy pewne rzeczy. Mam znajomą, która czasem mi powtarza: ‚Wiesz, że ja to wiedziałam, ale potrzebowałam chyba, żeby mi ktoś to powiedział tak, jak ty to właśnie powiedziałaś.”. Nieważne więc, że mówimy czasem o sprawach oczywistych. Bywa, że potrzebne jest to tak, jak przydało się Tobie. Wszystkiego dobrego na drodze nowej świadomości 🙂

  2. Wow. Mocny i na prawdę bardzo dobry tekst. Ja myślę, że każdy ma swojego „pana doskonałego”. Nawet jeśli jest modelką, aktorką czy trenerem personalnym o idealnym ciele. Cieszę się, że Ty, swojego pogoniłaś precz:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *